czwartek, 24 lipca 2014

Sesja VIII

Dzień 20 - walka nad dziurą

Podchwyciwszy, że napędy ser Henryka pochodziły ze świątyń, drużyna z kapitanem udała się do świątyni. Kapłan zgodził się odprawić rytuał błogosławieństwa na napędzie, ale niestety nic to nie dało. Załamane Arylin i Kaja zostały na pokładzie.

Schodząc ponownie ze statku, drużyna rozpoczęła negocjację ze Szwaczką. William chciał zorientować się w kosztach operacji uszycia żagli z prześcieradeł (których, jak się okazało, w mieście nie brakowało). Reszta drużyny była mniej entuzjastycznie nastawiona do prospektu bujania się wśród fal, pociągnęła pirata w stronę olbrzymiej niecki z ruinami miasta. Aby odnaleźć drogę, poszli za siedmioma młodzieńcami.
Ci nie życzyli sobie jednak ogona i zasadzili się, by skonfrontować drużynę. Doszło do przepychanek słownych, potem do rękoczynów. Józek przerażony przez Maerwala uciekł w siną dal, dwóch kolegów pobiegło za nim. Reszta nie była już taka pewna siebie.

Idąc w głąb miasta, drużynę zaskoczył olbrzymi metalowy golem, który wybiegł przez zamknięte drzwi jednego z budynków. W ogniu walki, Maerwal podał Mab drąg wypełniony silną, pierwotną, magiczną mocą, która pozwoliła druidce odzyskać swe moce. Czując się pełna potęgi, skierowała ją na golema, roztapiając go oraz metalowe podłoże pod ulicą.

Maerwal wszedł do pomieszczenia, gdzie wcześniej był golem. Po chwili wybiegł z krzykiem, a za nim szarżowała trójka barbarzyńców. Rozgorzała druga walka nad wypaloną dziurą w ulicy.

Pierwszy spadł William, zderzając się czołowo (au) w skoku nad dziurą. Potem Maerwal zrzucił barbarzyńcę, po czym sam spadł z kolejnym przeciwnikiem. Ostatnia wskoczyła Mab w postaci niedźwiedzia. I tak, wszyscy siedzieli w dziurze.
Powrót do budynku ujawnił dziwny przyrząd. Ustrojstwo okazało się być odpowiedzialne za ruchy golema - drugi wybiegł na ulicę z sąsiedniego budynku w odpowiedzi na ruchy przyrządu.

piątek, 6 czerwca 2014

Sesja VII

Dzień 19 - z deszczu pod rynnę

Zanim bohaterowie zdążyli zaplanować dalsze kroki, ich uszy pochwyciły zbliżający się tętent kopyt. Kilkunastu jeźdźców, którzy wpadli na dziedziniec zobaczyli małą grupkę wbiegającą do stodoły. Krótka wymiana zdań doprowadziła do rękoczynów. Arylinn została związana, a reszta uciekła z powrotem do wampirzych podziemi, podczas gdy stodołę objął niszczycielski płomień. Gdy mocodawcy złupili posiadłość, zaprószyli ogień pod rezydencję, odjechali do swego mocodawcy - ser Ryszarda. Drużyna uratowała drobny ułamek kolekcji obrazów przodków zwampirzonej, zakochanej w pogrążonym w śpiączce lokaju lady Moonroe.

Będąc niezainteresowanym wobec tragicznych losów lokaja, samolubnych czynów lady Moonroe oraz tajemniczej zmiany charakteru ser Ryszarda, bohaterowie ruszyli do miasta portowego Koncen. Po drodze napotkali dwóch gigantów, którzy w małej jaskini zgubili swoją "błyskotkę". Drużyna postawiona wobec kammiennych argumentów, szybko odzyskała przedmiot, który okazał się być stalową tarczą z łacińskimi inskrypcjami oraz trójką światełek.

Oddawszy bez żalu artefakt dwójce gigantów, bohaterowie o zmroku dotarli do Koncen. Miasto otaczał kordon slumsów, a za miastem widać było ogromną nieckę, większą od miasta wypełnioną czymś, co z daleka wyglądało jak ruiny metropolii. Maerwal zaczął wypytywać miejscowych o plotki - wiele z nich (jak to plotki) było dziwnych lub wręcz sprzecznych ze sobą. Bogowie mieli rzekomo umrzeć, powiedział zdesperowany kapłan. Ruiny są pełne artefaktów, które mają własną inteligencję i mogą dać ludziom siłę, lub pochłonąć właściciela. Jest tam jedzenie sycące na tygodnie. Są tam podobno klany barbarzyńców, z których jeden ogłosił się królem.

Trzymając się wcześniej ustalonego planu, William poprowadził drużynę do portu. Tylko jeden kapitan był gotów odpłynąć. Do portu przybywało wiele statków, ale większość zamierzała poczekać, by wypełnić ładownie artefaktami z ruin. Pirat z niesmakiem zauważył, że w tym świecie statki nie żaglują, a poruszają się raczej przy pomocy napędów ser Henryka.

Dzień 20 - wiatr w żagle!

Rozgrzmiały rozkazy kapitana, pokład zadrżał od tupotu stóp załogi zajmującej pozycje. Wszyscy napięli mięśnie oczekując nagłego zrywu, który nastąpi po włączeniu napędu ser Henryka. Jakby na złość drużynie, nic się nie wydarzyło. Duży czerwony przycisk w maszynowni co prawda wydawał charakterystyczne "klik", ale nic więcej się nie działo. Gdy Maerwal dowiedział się, że napędy były dostarczane od kapłanów, postanowił pomodlić się o przewodnictwo.
Tymczasem William uśmiechał się pod nosem. Jego znajomość fachu żeglarskiego może okazać się jeszcze przydatna!

poniedziałek, 19 maja 2014

Sesja VI

Dzień 17 - nowy, wspaniały świat

Po przejściu przez bramę, drużyna wypłynęła na powierzchnię wody (odczepiając się przy tym od jednej upartej ośmiornicy). Hobart nie czekając, popłynął w stronę pobliskiego lądu i czmychnął do lasu, na drzewo. Po krótkim oblężeniu, zleciał na dół. Spacyfikowany i oszołomiony, zgodził się przyłączyć do drużyny, aż do powrotu do ojczystego świata.
Obozowisko rozbili w lesie.

Dzień 18 - posiadłość Moonroe

Rześkim rankiem drużyna zabrała sie za zbieranie informacji. Kaja zdołała wyciągnąć od jelenia na rykowisku, że niedaleko od nich na północ znajduje się ludzka siedziba. Zaciekawieni (i zniesmaczeni priorytetami łosia), ruszyli przed siebie by odkryć dużą, dwupiętrową posiadłość otoczoną sporym ogrodem. Za posiadłością była kaplica, do której ochoczo wkroczyła Mab, licząc że być może tutejsi bogowie pomogą jej odzyskać utracone moce. W środku spotkała Maerwala.
Po chwili wszyscy siedzieli przy stole konsumując gulasz (lub marchewkę) podany przez kamerdynera. W powstałej dyskusji, bohaterowie ustalili dla siebie nowe priorytety w tej dziwnej krainie:
  • Will ciężko znosi rozłąkę z morzem. Chce zdobyć statek, a najbliższym miastem portowym jest Koncen, 40 km na północ.
  • Kaja pragnie znaleźć nowego zwierzęcego towarzysza
  • Arylinn, rozczarowana konkluzją dotychczasowej próby odnalezienia artefaktu, zamierza stronić od nich jak to tylko możliwe.
  • Mab podkreśla, że chce odbudować swą więź z duchami natury i wymownie spogląda na Maerwala
Po posiłku, Will z zadowoleniem porzucił liściastą pelerynę na rzecz szykownego ubioru z rezydencji Moonroe. Podczas gdy Arylin przy pomocy kapki magicznej energii nakłoniła miejscowego kocura, by pozostał jej zwierzęcym chowańcem, kamerdyner opowiedział drużynie o tragicznym zaginięciu ostatniej dziedziczki Moonroe. Było to miesiąc temu, cała służba poza kapłanem i kamerdynerem opuściła już dwór, dlatego tylko Ci dwaj wiedzieli o śmierciach koni.

Noc między dniem 18 a 19

Spokojny sen bohaterów został przerwany przez paniczne rżenie osła. Wszyscy postawieni na nogi wypadli na dwór. Kaja najszybciej dojrzała na czym polega niebezpieczeństwo i posłała strzałę w stronę sporego nietoperza dosiadającego galopującego parzystokopytnego. Niestety wpadła na Maerwala i oboje znaleźli się w krępującej pozycji na ziemi. Mab zdołała przepędzić nietoperza swym drągiem. Dopiero wtedy spostrzegli, że nie ma wśród nich kamerdynera. W jego pokoju znaleźli ślady krwi prowadzące od łóżka do całkiem zwyczajnie wyglądajcego kominka. Kapłan zaoferował, że pomodli się o boże przewodnictwo. Bohaterowie rozeszli się, by złapać resztki snu.

Dzień 19 - podziemia posiadłości Moonroe

Maerwalowi udało się odkryć tajne przejście w kominku. Szaleńczy zjazd w dół odkrył ciemne podziemia, rozjaśniane jedynie przez magiczny blask Arylin. Rezydent napotkanej trumny wydawał się waleczny (aż do chwili gdy podał tyły). Schodząc niżej znaleźli korytarz z odchodzącymi na bok pokojami. W pierwszym, czoła stawiły im dwa wampiry, w drugim - pięć. Rozpoczęła się szarpanina, podczas której obie strony konfliktu szarpały za drzwi w swoją stronę (z bolesnym skutkiem dla czarodziejki). W tym czasie Maerwal zajrzał do ostatniej komnaty, a tam ktoś klęczał przy łożu z baldachimem, na którym leżał kamerdyner.
Walka była bardzo zacięta. Mab skręciła kostkę, i rękoma odwlekała się od reszty walczących. Korzystając z chwili wytchnienia bohaterowie wycofali się na wyższy poziom podziemi i zatarasowali przejście w dół beczkami z nietoperzymi odchodami. Chcieli tak samo postąpić z drugim wyjściem - w stajni - ono jednak było otwarte, a straumatyzowanego osiołka nie było widać...